"Idę ulicą, natrafiam na blok, w którym mieszka moja bardzo droga znajoma, kiedyś obiekt westchnień (Anima??).
Blok wydawał się bardzo nienaturalny - był o wiele wyższy, niż był w rzeczywistości. W oknie dostrzegłem tą właśnie znajomą, machającą mi z jednego z ostatnich pięter (w świecie rzeczywistym mieszka na drugim piętrze).
Wchodzę do bloku, nie wchodzę na ostatnie piętro, lecz na to, na którym 'normalnie mieszka' przyjaciółka. Wchodzę do jej mieszkania, czuję zapach pieczonych ciasteczek. Słyszę głos jej matki (Cień??), nie umiałem rozpoznać treści, tak jakby był to jakiś bełkot. Po jakimś czasie wchodzi K. i pyta się, czemu nie przyszedłem od razu na górę. Wychodzimy bez słowa z bloku. Przechodzimy przez jakąś zaniedbaną furtkę i stajemy na przeciw ciastkarni. Podchodzimy bliżej i przypatrujemy się wystawie, Kasia się wycofuje o kilka kroków. Budzę się."
--
A teraz moje przyczynki do interpretacji.
Po pierwsze, interpretując sen zawsze napotykamy trudność, czy występujące w nim postacie traktować jak rzeczywiste osoby ze świata zewnętrznego, czy też jak symbole - reprezentantów treści psychicznych śniącego. Pewna heurystyka mówi, że pierwsza z wymienionych dróg jest prawomocna dla ekstrawertyków, druga - dla introwertyków. Reguły nie ma, ale T. dostarcza nam pewnych wskazówek pisząc o Animie i Cieniu - a więc postaciach ze świata wewnętrznego.
Napotyka dom "bardzo drogiej znajomej". Określenie dwuznaczne. "Bardzo droga" może oznaczać 'cenna, mająca duże znaczenie', lecz również 'wiele mnie kosztująca'. Zaiste, potyczki mężczyzny z jego Animą potrafią kosztować wiele!
Bo też chyba faktycznie o Animę chodzi. W męskich snach, fantazjach reprezentują ją najczęściej kobiety, które mają lub miały dla śniącego znaczenie. Pozytywne albo negatywne. Może to być ukochana, ale także szefowa, wredna koleżanka z pracy, nauczycielka, gwiazda pop itd. Tu reprezentuje ją ktoś niegdyś bliski, ale - jak rozumiem - utracony. Ktoś, za kim śniący tęskni. Blok ten sam, ale jednak nie ten sam. Co upewnia nas, że chodzi o świat wewnętrzny, a nie dookolny. Anima zagaduje śniącego. Mieszka wyżej niż kiedyś. A zatem rozwinęła się już, jest dojrzalsza, bardziej wysublimowana, uduchowiona. Albowiem znajduje się bliżej nieba, sfer uranicznych niż warstw dolnych, chtonicznych.
A jednak śniący szuka jej tam, gdzie zawsze. Jakby nie dostrzegł, że jego Anima się zmieniła, można by rzec: dorosła. Napotyka jej matkę*). Czyli tę, która ją zrodziła. A kto zrodził Animę, wieczną cząstkę męskiej psyche? Zrodził ją twór przez Junga nazwany zbiorową Nieświadomością. A dokładnie: jej kobiecy pierwiastek. To w połowie do jej świata należy Anima, dlatego może być po nim przewodniczką. Sam mężczyzna nie jest w stanie tego uczynić. Może co najwyżej zostać przez nią pochłonięty. Co spotkałoby Tezeusza bez Ariadny, Jazona bez Medei, Mistrza bez Małgorzaty, a bajkowego Jasia bez Małgosi...
Ten ostatni wątek pojawia się we śnie. Śniący nie jest w stanie zrozumieć bełkotu Matki. Ale jest bliski (?) temu, by ulec pokusie. Zapach pieczonych ciasteczek...
Ratuje go Anima, która schodzi z wyżyn i wyprowadza go z niebezpiecznej sytuacji. Zabiera go tam, gdzie wszystko nie jest może tak łatwe i tak słodkie, ale nie grozi pochłonięciem. Ciastka z cukierni nie są może tak pyszne i trzeba - to ważne! - za nie zapłacić, ale słodkości teściowej bywają trujące. Zwłaszcza jeśli liczy ona "co najmniej tyle lat, co życie na Ziemi."
I o tym - moim zdaniem - jest ten sen: śniący utracił kontakt ze swoją Animą. Tak jakby nie rozwinął się tak bardzo jak ona, jak jej wymagania. Być może dlatego, że dał uwieść się magicznej, ale zwodniczej sile prymitywnych sił, prymitywnych instynktów. Dających szybkie i łatwe zaspokojenie (wcale nie musi tu chodzić o seks), ale za to powodujących regresję, powrót na wcześniejszy etap rozwoju.
Sen urywa się. Co znaczy mniej więcej tyle, że nieświadoma warstwa psychiki nie ma jeszcze odpowiedzi na aktualną sytuację śniącego. A zatem pojawią się kolejne sny, o ile śniący nie utraci delikatnego, kruchego kontaktu ze swoją Animą. I to kolejne sny pokażą, czy moja interpretacja zazębia się z sednem.
Czekam zatem na dalsze sny. I komentarze. Zwłaszcza właściciela snu. Ale nie tylko...
--
*) Mała uwaga na marginesie. Cień będzie w snach reprezentowany raczej przez postać tej samej płci, co śniący/śniąca.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz